Piszą o nas

Aktualności
Jak młode matki założyły żłobek

Zuzanna Bukłaha 16 października 2017 | 01:05

– Same stworzyłyśmy dla siebie miejsca pracy. A że byłyśmy matkami małych dzieci, wiedziałyśmy, że opieka nad nimi to nisza na rynku – mówią właścicielki prywatnych żłobków.

[…]

W Wilanowie, gdzie mamy krążą z wózkami
Żłobek „Untited Toddlers” w warszawskim Wilanowie to kilkadziesiąt metrów kw. na parterze w bloku – trzy kolorowe sale dla dzieci, w tym pokój snu (niebieskie ściany, niskie łóżeczka, kolorowe poduszki), łazienka z bajkowymi motywami, pomieszczenie gospodarcze, biuro, kuchnia oraz ogród z trawnikiem i placem zabaw. W oczy rzuca się antypoślizgowa podłoga w motywy trawy i kamieni. Na ścianach obrazki, zdjęcia i dyplomy.

– Gdy zaczynałam biznes pięć lat temu, nie było tak różowo. Wtedy nie było tu tylu mam krążących z wózkami – mówi Iwona Banerska, właścicielka żłobka. „United Toddlers” to kameralna placówka. Jest tu 15 dzieci od roku do 3,5 roku życia.

Angielski metodą Montessori
Żłobek oprócz opieki zapewnia im także codzienną naukę angielskiego. – Zajęcia odbywają się w bardzo naturalny sposób. Dzieci osłuchują się z językiem obcym tak jak ze swoim rodzimym. Nie prowadzimy typowych lekcji angielskiego, po prostu używamy naprzemiennie dwóch języków, podczas zwykłych czynności wprowadzamy polecenia po angielsku – tłumaczy Iwona Banerska. Nauka angielskiego prowadzona jest metodą Montessori. – Wychodzimy z założenia, że nic nie jest częścią naszego intelektu, co nie pochodzi od naszych zmysłów. Uczymy dziecko w trzech krokach: pierwszy z nich polega na pokazywaniu dziecku np. zielonej piłeczki i powtarzaniu: „this is green”. Drugi krok to zadawanie pytań: która z piłeczek jest zielona? W trzecim kroku, który jest możliwy w momencie, kiedy dziecko porozumiewa się werbalnie, proszę, aby odpowiedziało: jaki to jest kolor?

Oferta żłobka nastawiona jest także na rodziców z zagranicy. – Osoby z zagranicy nie dostają możliwości wysłania swoich dzieci do państwowego żłobka, więc szukają miejsc tylko w prywatnych placówkach. Jedną z pierwszych klientek była mama z Francji, która potem poleciła nas swoim znajomym – dodaje.

Propagujemy styl skandynawski
Dzieci do „United Toddlers” przychodzą między godziną 8 a 9, wtedy gromadzą się w sali zabaw. Około godziny 9 jedzą śniadanie, potem jest część dydaktyczna: używane są do tego materiały służące nauce oraz zwykłe przybory domowe, prowadzone są także zajęcia muzyczne, plastyczne, ceramiczne. Gościnnie żłobek odwiedzany jest przez teatr lalek. Po części dydaktycznej dzieci wychodzą na dwór. –Propagujemy styl skandynawski. Staramy się wychodzić codziennie na zewnątrz, z wyjątkiem ulew oraz gdy temperatura spada poniżej 10 stopni. Wierzymy w to, że wietrzenie dzieci sprzyja ich odporności –mówi Banerska. I dodaje: – Po pięciu latach jestem przekonana, że to działa.

Po powrocie z dworu dzieci jedzą pierwsze danie, czyli zupę. Posiłki w wilanowskim żłobku zapewnia firma cateringowa. Później jest drzemka, po niej drugie danie. Po południu odbywają się jeszcze dodatkowo zajęcia plastyczne, serwowany jest też podwieczorek. Część dzieci odbierana jest o godz. 13.30, część spędza czas w żłobku aż do jego zamknięcia, czyli godziny 17.15. W lecie po obiedzie dzieci po raz kolejny wychodzą na dwór, gdzie piknikują na kocykach. W żłobku na stałe pracują trzy opiekunki-nauczycielki (w tym właścicielka) i dodatkowo osoby, które współpracują przy projektach i warsztatach: nauczycielka muzyki, ceramiki oraz plastyki. – Pozwalamy dzieciom rozwijać się we własnym tempie. To taka nauka samodzielności poprzez wspieranie oraz rozwijanie kreatywnego myślenia – tłumaczy Banerska.

Podczas zatrudniania personelu oprócz wymogu odpowiednich kwalifikacji, czyli wykształcenia pedagogicznego, najważniejsze jest dla niej, aby opiekunki potrafiły odpowiednio „podejść” do dzieci. – Dobre opiekunki muszą być po prostu dobrymi osobami, wrażliwymi i otwartymi na potrzeby dzieci.

Żłobek i jego anioły
Iwona Banerska o swoim sukcesie mówi, że wszystko, co udało się osiągnąć to zasługa jej „aniołów”. – Tak ich nazywam. To miejsce nie powstałoby, gdyby nie wsparcie męża, rodziny i przyjaciół.

Żłobek został otwarty w 2012 r., ale poszukiwania lokalu, uzyskanie pozwoleń zajęły osiem miesięcy. Pierwszym dzieckiem w żłobku był mały synek Iwony, Karol. – Byłam mamą powracającą na rynek pracy, która miejsce pracy sobie sama stworzyła – uśmiecha się Iwona.

W żłobek zainwestowała prywatne oszczędności. Nie udało się jej otrzymać dofinansowania. Na początku, aby wszystko mogło zacząć funkcjonować, przynosiła do żłobka zabawki synka, a bliscy znajomi zapewniali atrakcje: znajoma, która jest weterynarzem, przynosiła żółwie, koleżanka, która pięknie gra na pile, przygotowywała jam session z dziećmi.

Klientami, którzy jako pierwsi zdecydowali się przyprowadzić dzieci do żłobka Iwony, byli przypadkowi rodzice. Szukali kameralnego miejsca. – Zostawiali dziecko w nowym żłobku i musieli oprzeć się tylko na zaufaniu. Byli najodważniejsi. Teraz, po latach, rodzice znają „United Toddlers”. Wiedzą, że zostawiają dzieci w bezpiecznym miejscu.

Iwona Banerska w „United Toodlers” jest praktycznie codziennie, ale nie siedzi przy biurku. – Nie jestem osobą, która pracuje w biurze –uśmiecha się. – Ten żłobek to mój drugi dom. W dzień spędzam czas wśród dzieci oraz ich rodziców, bo oni też potrzebują uwagi. W weekend albo po godzinach w domu załatwiam sprawy urzędowe. To koszt prowadzenia małego biznesu. Na ścianie, przy wejściu widać certyfikat z urzędu miasta. Po raz czwarty z rzędu „United Toddlers” został doceniony w stołecznym konkursie „Super Żłobek”, rok temu Iwona stanęła na podium. – Najbardziej cieszy, że ankiety wypełniają anonimowo rodzice. A żeby się zakwalifikować, musi w ich wypełnianiu wziąć udział konkretny procent rodziców. To miłe, że nam zaufali.